Przejdź do głównej zawartości

O książce - "Był sobie pies"

A Dog's Purpose: A Novel for Humans

Autor: W. Bruce Cameron
Wydawnictwo: Wydawnictwo Kobiece
gatunek: przygodowa
Ilość stron: 392
rok wydania: 2017


Ludzie byli zdolni robić tyle niesamowitych rzeczy, a mimo to tak często siedzieli bezczynnie, wypowiadając tylko słowa.

Ogromnie chciałam przeczytać tą książkę. Nawet przed zobaczeniem filmu. Prawdę mówiąc, książka zauroczyła mnie jeszcze przed premierą. Później zaś zauroczył mnie film.I prawdę mówiąc, cieszę się, że najpierw poznałam film, a później książkę, bo na pewno całkiem inaczej odbierałabym filmową wersję.

Chyba już każdy wie, o czym jest "Był sobie pies". Głównym bohaterem lektury jest psiak, który nosi różne imiona, bo ma takie szczęście (czy też nieszczęście - w zależności od opinii na ten temat), że na świecie może pobyć trochę dłużej... dzięki reinkarnacji. Co więcej, nasz psiak pamięta poprzednie wcielenia.

W recenzji będę się posługiwać imieniem Bailey, gdyż przez większość lektury to imię on nosi.

Bailey to psiak, który szuka sensu swego istnienia, celu życia. Dość ciężkie zadanie na słodkiego psiaka. Lecz to właśnie sprawia, iż chyba pokochałam go miłością prawdziwą.

Książka jest spojrzeniem na życie z punktu widzenia psa. To pies jest narratorem powieści, przez co język jest prosty, niewyszukany. Jednak chyba nikt nie oczekuje, by pies myślał i mówił jak dorosły człowiek?

Ta lektura też świetnie pokazuje zachowanie ludzi wobec zwierząt, przede wszystkim psów. Bailey miał okazje kilkakrotnie przekonać się, jak wygląda psie życie. I nie zawsze mógł trafić na dobrego właściciela. Uważam więc, że ta lektura może też być świetną lekcją dla nas - jak być lepszymi właścicielami czworonogów.

Muszę przyznać, iż bardziej przypadła mi do gustu książka niż film. Zauważyłam, że niektóre wątki były zmienione, co w filmie familijnym się sprawdziło. Jednak to książka sprawiła, że nie potrafię o niej zapomnieć. Przede wszystkim ze względu na zakończenie. Bardziej kupuję wersję z książki, była według mnie bardziej realistyczna.

Ogromnie się zżyłam z głównym bohaterem. Gdy działa mu się krzywda, chciałam mu pomóc, choć nie mogłam. Trudno mi było czytać fragmenty, w których psiak kończył z swoim życiem. Zawsze te części sprawiały, że miałam łzy w oczach. Chociaż przecież wiedziałam, że to nie koniec historii tego psiaka.

Wydaje się, że w książce nacisk jest na miłość, która wydaje się sensem życia, troszczenie się o drugie stworzenie, czyli, że ma uniwersalne wartości, które prawdę mówiąc, nie są zbyt odkrywcze. Jednak książka przede wszystkim ukazuje jak ważna jest relacja człowiek-pies, dla obu stron tej relacji.

Każdy z lubiących psy powie, że pies jest świetnym pocieszycielem, towarzyszem zabaw i spacerów. Życie z psem jest fajniejsze, ciekawsze, przyjemniejsze i na pewno łatwiejsze. Przynajmniej dla mnie.

Obserwując mojego psa również mogę zauważyć, iż cieszy się z obecności ludzi. Kocha mnie i praktycznie rozumiemy się bez słów. I na pewno też dostaje coś w relacji pies - człowiek.

Przyznam się, że kocham historie, w których to psiak jest głównym bohaterem. Przed "Był sobie pies" widziałam film "Mój przyjaciel Hachiko", po którym przeczytałam więcej na temat Hachiko. Ta prawdziwa historia mnie urzekła, filmowa wzruszyła. Zaś historia z książki i filmu "Był sobie pies" mnie zaczarowała. I sprawiła, że chciałabym poznać inne książki autorstwa W. Bruce Cameron. Z Wikipedii wiem, że ma też inne psie historie... być może kiedyś będą one wydane. Tego bym pragnęła.

Czuję również, iż ta powieść będzie moim ulubieńcem tegorocznym. Bo trudno mi uwierzyć, bym spotkała książkę, która by mnie bardziej zauroczyła...

 Akcja: 10/10
Fabuła: 10/10
Bohaterowie: 9/10
Jakość wydania: 9/10

Moja ocena: 10/10

W. Bruce Cameron - (ur. 1960, Petoskey, USA) Książka "Był sobie pies" utrzymywała się na liście bestsellerów The New York Times przez 52 tygodnie.



Komentarze

  1. Zauroczyła mnie. Cudowna opowieść! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak zobaczyłam tytuł, to stwierdziłam, że idealnie nada się do któregoś z kolejnych wpisów na Werterowni. Jednak po przeczytaniu recenzji nie jestem przekonana. Obawiam się smutnych fragmentów. Mam mieszane uczucia w związku z tym kończeniem z życiem psiaka. :/ Chyba się nie skuszę na przeczytanie.
    Oglądałam film "Mój przyjaciel Hachico" i wspominam dobrze, ale wolę książki o kotach, np. "Dewey. Wielki kot w małym mieście".
    ~Wer

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie sobie uświadomiłam, że nie czytałam żadnej książki o kotach. Muszę to zmienić i chyba zacznę od tej Twojej czyli "Wielkiego kota w małym mieście" :/

      A może spróbuj obejrzeć film? Jak Ci się spodoba, to na pewno i książka przypadnie Ci do gustu. Zresztą polecam i to i to.

      Te śmierci psiaka są smutne, lecz prawdę mówiąc nie wyobrażam sobie książki bez nich. Zresztą ciekawy pomysł miał autor, na psiego bohatera, który się reinkarnuje i pamięta swoje poprzednie wcielenia. :)

      Usuń
    2. Hmm... może faktycznie film to dobry pomysł. Pasowałby nam do tematu inspiracji, więc zapytam Tereskę, co o tym sądzi. :)
      ~Wer

      Usuń
    3. Super :) Już się nie mogę doczekać takich inspiracji :)

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

O książce - "Demon luster"

Autor: Martyna Raduchowska
Wydawnictwo: Uroboros
gatunek: fantastyka, fantasy, science fiction
Ilość stron: 416
rok wydania: 2018


Ona jest niezniszczalna. Wrzucisz taką do wulkanu, to ci pamiątki przyniesie.
Tradycyjnie swoją przygodę z cyklem Szamanka od umarlaków rozpoczęłam od tomu drugiego. I choć przy lekturze przypuszczałam, iż mogło być coś wcześniej, to jednak wolałam lekturę poznać do końca, a później przekonać się, czy rzeczywiście było coś wcześniej.

Od razu mogę napisać, iż z całą pewnością przeczytam tom pierwszy. Zresztą, mogę też obiecać, że jeśli kiedyś powstaną tomy następne, to również je przeczytam. I zapewne też zakupię, bo Demon luster trafia do moich ulubieńców.

Główną bohaterką powieści jest Ida - młoda dziewczyna, która dopiero od niedawna jest szamanką od umarlaków. Od jak niedawna? Nie wiem, być może poznać wcześniejsze losy bohaterki, dowiem się tego. Jednak to aż tak ważne nie jest. Bo tu są akurat ważniejsze kwestie do omówienia.

Przede wszystkim bohaterow…

Dodatki do gazet #1 oraz zapowiedzi

Prawdziwym życiowym wyzwaniem jest szukanie promocji, tańszych rzeczy, konkursów czy dodatków. Robimy to w sklepach, buszując w internecie czy wchodząc do kiosków. Szukamy okazji.

Jedne z nich można znaleźć kupując ulubione lub mniej lubiane gazetki. Ja co jakiś czas będę pisać, co można znaleźć w kioskach. Niestety, na pewno nie będzie to wszystko, chyba, że czasem ktoś mi coś podpowie. :)

W dzisiejszym poście skupię się na gazetkach z książkami, ale znajdzie się też kilka z filmami oraz jedna z kalendarzem. Zapraszam.

O książce - "Clovis LaFay. Magiczne akta Scotland Yardu"

Autor: Anna Lange
Wydawnictwo: Sine Qua Non
gatunek: fantastyka, fantasy, science fiction
Ilość stron: 448
rok wydania: 2016



(...) Jacob Snaith miał strasznego pecha. Przyjechać na białym koniu w celu ratowania księżniczki przed smokiem i najpierw natrafić na przebywającego u niej w gościnie złego czarnoksiężnika, a potem zostać razem ze smokiem wyrzuconym przez nią z zamku...
Clovis LaFay... Clovis LaFay... Clovis LaFay... - powtarzam niczym mantra po przeczytanej lekturze.

Chyba po raz pierwszy mogę powiedzieć, że w pełni zakochałam się w postaci fikcyjnej... i chcę go mieć za męża. Pokochałam Clovisa, ale ciężko go tak naprawdę nie pokochać.

Przenosimy się w czasie, do roku 1872. Wtedy to został otwarty nowy podwydział w policji zwany Podwydziałem Spraw Magicznych Londyńskiej Policji Metropolitarnej. W nim pracuje John Dobson, który ma siostrę Alicję Dobson. Do wydziału trafia również Clovis LaFay - człowiek niezwykle tajemniczy, ale przyciągający do siebie.

Polubiłam alternatywny …