Przejdź do głównej zawartości

O książce - "Przepisy na miłość i zbrodnię"

Recipes for Love and Murder. A Tannie Maria Mystery.

Autor: Sally Andrew
Wydawnictwo: otwarte
gatunek: kryminał, sensacja, thriller
Ilość stron: 478
rok wydania: 2016






Ale być może życie przypomina rzekę, której nurtu nie można zatrzymać i która wije się, prowadząc od śmierci do miłości. Raz jedno, raz drugie, i tak na przemian. Jednak mimo, że życie jest jak rzeka, wielu ludzi potrafi żyć, nigdy nie zanurzając się w wodzie. 

Pierwszy plus, którego nie spodziewałam się w książce to przepisy na jej końcu. Są to przepisy na wszystkie... prawie wszystkie dania, o których wspomina główna bohaterka. Na samo ich wspomnienie leci mi ślinka (mniam).

Sięgając po tą pozycję, byłam przygotowana na książkę obyczajową, w której główna bohaterka ma ciężkie życie, gdyż znęca się nad nią mąż.

Zasugerowałam się trochę opisem, nie sprawdzałam gatunku, nie czytałam opinii na jej temat. I dzięki temu podczas lektury poczułam zaskoczenie. Bowiem główna bohaterka... owszem była żoną, nad którą mąż się znęcał - jednak mąż już dawno zmarł. A Tannie Maria ma teraz dość szczęśliwe życie, mając swoją rubrykę kulinarną (a bardziej to z poradami i przepisami) w gazecie. I ma przyjaciół, których może częstować swoimi daniami.

Wątek kryminalny, w który wplątała się Tannie Maria jest... przynajmniej dla mnie był tłem, który miał dodać trochę akcji powieści. Bowiem autorka bardziej skupia się na życie Marii, jej uczuciach i potrzebach. Jednak równocześnie trzeba przyznać, iż wątek zabójstwa i śledztwa jest prowadzony w sposób spójny. Nie nudzi on, dodaje raczej smaku całej powieści.

Dużym plusem jest fakt, iż sami możemy zabawić się w poszukiwacza mordercy. Bowiem autorka podaje różne wskazówki, które nas samych mogą naprowadzić na właściwy lub też niewłaściwy tor. Szczerze powiem, iż ja byłam zaskoczona, gdy dowiedziałam się kim był ten zły. Jednak po dłuższym zastanowieniu, to rozwiązanie miało sens i pasowało do wskazówek, które były dane wcześniej.

Polubiłam ogromnie główną bohaterkę. Tannie Maria jest taką... nie wiem jak ją określić. Dla mnie byłaby wymarzoną ciocią, która zawsze poczęstuje zrobionym przez siebie, niesamowitym plackiem... a może bardziej babcią, tyle, że dość młodą. Miła, dbająca o wszystkich, świetnie gotująca i pragnąca miłości. Pokochałam ją całym sercem.

Nie przeszkadzały mi słówka, których nie rozumiałam, a które autorka dodała, by czytelnik mógł bardziej wczuć się w afrykański klimat. Właśnie ja się czułam jakbym znalazła się w Karru. Zresztą, na końcu książki jest słowniczek, który wyjaśnia wszystkie nieznane słówka.

Klimat powieści był swojski. Przez cały czas czułam się jakbym była wśród przyjaciół. Ogromnie podobało mi się to jacy wszyscy dla siebie byli. I określenia na inne osoby. Fakt, że do osoby obcej można się zwrócić per Tannie, co oznacza ciociu, czy Oom, które znaczy wujek. Zadziwiające, że niektórych krajach funkcjonują takie zwroty grzecznościowe. A nie "pan", "pani". Coś pięknego, co na pewno sobie zapamiętam, bo fakt używania tych zwrotów ogromnie mi się spodobał.

Nie brakowało w powieści również wątków humorystycznych. I było kilka smutnych scen. Zresztą ta powieść to taka trochę opowieść o zwykłym, szarym życiu tannie Marii, która trochę przez swoją rubrykę wpakowuje się w kłopoty. Książka obyczajowa, która przez 3 listy staje się książką kryminalną, w której nie brakuje wątków podnoszących na duchu, poprawiających nastrój, ale i pozwalających na poważne przemyślenia, refleksje i na chwile smutku.

Książka ta na pewno pozostanie w mojej pamięci. Bowiem, choć zbrodnia i miłość grają tu pierwsze skrzypce, to jednak opowiada o dość ważnym problemie jakim jest znęcanie się nad żoną. Dodatkowo mówi jak ważna jest miłość w naszym życiu, jak możemy czuć się samotni odczuwając to dopiero wtedy, gdy poznamy kogoś ważnego dla nas. I najważniejsze: jak ważni są w naszym życiu przyjaciele.

Przeczytałam również wszystkie dane przepisy na ostatnich stronach i już wyhaczyłam kilka przepisów, które zaraz po Nowym Roku wypróbuje. :)

Moja ocena: 9/10

Komentarze

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Umil sobie wakacyjny czas na 5 sposobów.

Pomyślałam sobie, że może stworzę post, w którym przedstawię kilka moich sposobów na umilenie sobie czasu wakacyjnego. Nie będzie w tym wpisie niż odkrywczego. Większość sposób na pewno znacie. Aczkolwiek myślę, że będzie to miła odskocznia od moich opinii na temat książek. :)

1. Przy pikniku!
Przeważnie pikniki robię na kocu, jednak odkąd odkrywam pieniek wokół kamieni, to tak sobie przesiaduję z znajomymi. Pieniek służy za stolik, na stoliku zaś dajemy wszystko, co ze sobą przynieśliśmy: jakieś napoje, kanapki (np. z pasztetem Profi, który był ostatnio na promocji :D), czy inne smakołyki (czyt. słodycze).

Moje miejsce jest ciche i spokojne, więc czasem nawet sama się tam wybieram, by się wyciszyć, pomyśleć, zapomnieć o czasie i obowiązkach.

Taka chwila wytchnienia jest potrzebna każdemu z nas, więc ją polecam na sam początek. :)






2. Z książką. :)
Nie mogło zabraknąć książki.

Czy to w domu, czy na dworze, czy w podróży, na wycieczce - zawsze warto mieć ze sobą książkę, by móc przeczytać…

O książce - "Ogarnij swój dzień"

Autor: Karina Sęp
Wydawnictwo: Oficynka
gatunek: poradniki
Ilość stron: 198
rok wydania: 2016



Marzenia, ich spełnianie i życie w sposób, jaki sobie wymyśliłam kiedyś i wciąż wymyślam, modyfikuję i realizuję, dodaje mi skrzydeł i powoduje, że ciągle mi się chce.
Następny poradnik, który wpadł w moje ręce. I o którym mogę napisać kilka słów.

Lubię poradniki. Te dobre, te gorsze i te złe. Z prawie każdego można coś znaleźć dla siebie, a jeśli jakiś poradnik jest zły, to można dodać na jego temat opinię w cyklu "tego nie kupujcie! To jest złe".

"Ogarnij swój dzień" jest poradnikiem, który ma za zadanie pomóc w zaplanowaniu dni. W książce znajdziemy pewną rzecz, tekturkę, która może służyć za zakładkę. Tekturka ta zwana jest mapą planów - mapą działań. Na jednej jest stronie jest 9 kwadracików, w których są poszczególne grupy np. na środku jest "Moi bliscy, mój dom, mój dzień, moje życie" albo u góry po lewej stronie: "porządek, przestrzeń, przeźroczystoś…

O książce -"Żniwiarz. Początek obłudy"

Autor: Beata Goździewska
Wydawnictwo: Papierowy Motyl
gatunek: literatura piękna
Ilość stron: 172
rok wydania: 2015



Odkąd Ryan pamiętał, zawsze inaczej patrzył na świat. Nie tylko potrafił poczuć, zobaczyć, dotknąć, usłyszeć lub zasmakować wszystkiego wokół. Potrafił spostrzec znacznie więcej. Potrafił zobaczyć duszę.
Następna krótka książka, którą miałam przyjemność poznać. Głównym bohaterem jest Ryan, którego rodzina należy do grona Łowców. Wiecie - osób, które uganiają się za demonami. Ryan posiada dodatkowe moce, na które różni ludzie różnie patrzą.

Historie o żniwiarzach są mi znane różnych źródeł. Żniwiarz kojarzy mi się osobą zakrytą w kaptur, mającą kosę, czyli z Śmiercią. Pamiętam nawet taki serial "Trup jak ja", w którym główna bohaterka umiera i staje się właśnie takim żniwiarzem, który swoim dotykiem zabija.
Chociaż był też inny serial pt "Żniwiarz". Tam główny bohater staje się takim jakby Łowcą Głów, czyli łapie dusze, które uciekły z piekła. Oba seri…